Błogosławieństwo czy przekleństwo?

Jak pokazują wyniki 2014 Mobile Behavior Report średnio na co dzień przed telefonem spędzamy 3,3 godziny, a skrzynkę mailową przynajmniej raz dziennie sprawdza 91% badanych osób korzystających ze smartfonów.

W świecie biznesu ten trend jest jeszcze większy. Trudno wyobrazić sobie funkcjonowanie i sprawowanie obowiązków służbowych bez dostępu do „sieci”. Dyspozycyjność w dobie nowych technologii nabiera nowego znaczenia, nie musi się ona wiązać z fizyczną obecnością, wystarczy być on-line. I mimo, że wydawać by się mogło, że „ciągła dyspozycyjność” niesie ze sobą tylko negatywne skutki, to zdania są podzielone.

Z jednej strony subiektywne odczucia osób będących często i długo w tzw. Stand-by-Modus są negatywne, bo osoby te mają zbyt mało czasu na odprężenie i relaks. Wieczory czy weekendy, które wcześniej temu służyły, niestety są często zakłócane przez rozmowy biznesowe czy pisanie e-maili.

To uczucie, że powinniśmy szybko i o każdej porze dnia i nocy reagować i być osiągalni niesie ze sobą wiele niepożądanych skutków, tj.: wzrost poziomu stresu i brak czasu na jego niwelowanie, zakłócenia snu, bóle żołądka, bóle pleców, kręgosłupa, depresje, wypalenie zawodowe.

Z drugiej strony akceptacja tego stanu rzeczy i dyspozycyjności on-line jest zadziwiająco wysoka. Spowodowane jest to kilkoma czynnikami, będącymi pozytywnymi stronami takiej dyspozycyjności. Te pozytywne aspekty to np.: wzrost elastyczności pracy i mobilności, wzrost efektywności pracy, Work-Life-Balance, szybkie wsparcie w potrzebie, wzrost zaangażowania i motywacji do pracy czy identyfikacja z firmą.

Warto się zastanowić jak wykorzystać te pozytywne cechy przy jednoczesnej minimalizacji negatywnych skutków ciągłej dyspozycyjności. Niewątpliwie jest to niełatwe wyzwanie.

Share on facebook
Udostępnij na Facebooku
Share on linkedin
Udostępnij w LinkedIn